Wielka Wojna w Małej Wsi

Wielka Wojna w Małej Wsi

1. Koniec pięknej epoki

28.06.1914 roku w serbskim Sarajewie umierał śmiertelnie postrzelony przez studenta Gawriłło Principa – arcyksiążę Franciszek Ferdynand Habsburg. W Tychach cieszyliśmy się właśnie pełnią lata i powoli szykowaliśmy się do parafialnego odpustu. Tradycyjnie wesołą i pełną podniecenia atmosferę przygotowań do tej najważniejszej w parafii uroczystości mąciły najpierw z cicha, a potem coraz głośniej powtarzane informacje o zbliżającym się wybuchu wojny. Jeszcze kilka dni przed jej rozpoczęciem wszyscy tu w Tychach mieliśmy nadzieję, że Niemcy pozostaną tylko jej obserwatorami. Niestety, 31.07.1914 roku ogłoszono mobilizację! Na tablicy przy stawie rozwieszano dokładne wiadomości, plany wyjazdów powołanych mężczyzn itd.

2

2. Ostatnie dni pokoju.

Przez ostatnie kilka dni, każdego wieczora spotykamy się, my młodzi chłopcy, aby podyskutować o tym, co nieuniknione. Takich jak my jest w Tychach wielu i jak historia pokaże wielu z nas ta wojna zabierze. Ale to jeszcze przyszłość. Na razie siedzimy na dworze przy drewnianych stolikach, rozłożonych obok Gasthausu Müllera, popijamy z grubych szklanych kufli nasze piwo i czekamy aż kolejny dzień zgaśnie wraz zachodzącym słońcem.

Gasthaus Strzelecki

Wraz z nim znikną odbijające się w stawie rozmyte kształty tyskich domów.

Staw 1913r.

3. Marsz do woja.

W sobotę przyjechał oficer, ustawił nas pod domem Radziewskiego. Po chwili ubrani w nowe mundury z bronią w ręku maszerowaliśmy na dworzec…

Jeszcze przed chwilą żegnaliśmy się z najbliższymi. Tuliliśmy nasze żony i dziewczyny, mocno ściskaliśmy spracowane dłonie ojców, jednak to pełen troski pocałunek matki, jak błogosławieństwo chronił nas przed kulą – tak długo jak Bóg pozwalał.

Nazywam się W. Fabian, mego imienia nigdy nie poznacie, nie przeszło do historii, pozostaje jedynie W. Ta wojna dopiero się zaczyna i jak historia pokaże, z matki błogosławieństwem szczęśliwie powrócę z niej do domu. Dwóch z mojej rodziny uzupełni listę 315 poległych, Jan Fabian, Paweł Fabian.

Dali mi na chwilę uciec od huku, smrodu, błota, przyjaciół rozrywanych na kawałki i twarzy zbryzganej krwią stojącego obok kolegi… Dostałem przepustkę. Przyjechałem więc na Śląsk do rodzinnych Tychów.

Sami zobaczcie jak wyglądam.

Strzelec W.Fabian I WŚ-awers

4. A tymczasem we wsi…

„Wszyscy rezerwiści […] opuścili już gminę, pozostały tylko służby ochrony. Droga do Paprocan jest zamknięta za pomocą drabiniastego wozu. Na skrzyżowaniu przy Browarze Książęcym są rozciągnięte liny. Żaden rowerzysta, żaden samochód nie może przyjechać bez wylegitymowania się”.

Jak byłem w Tychach na przepustce przyszło mi po raz pierwszy spotkać się z naszymi sojusznikami. 08.11.1914 roku przybyli do nas Węgrzy. „Długi rząd wozów. Mocno podniszczone furmanki, wymęczone konie, brodate postacie robią początkowo wrażenie czegoś obcego. Jednak w krótkim czasie przeważyło uczucie  przyjaźni do sojusznika. Biwakują na placu przed szkołą oraz na dworze książęcym”.

5. Koniec urlopu.

Węgrzy pozostają w naszym mieście krótko, bo do 06.12. Tego dnia, po wyleczeniu frontowych ran wyruszyli ponownie bić się za faterland i kajzera.  Nie widziałem osobiście tego wymarszu, bo już dwa tygodnie wcześniej skończył mi się krótki urlop i wróciłem na front. Znowu to pożegnanie i łzy matki… Ciężko jest tak rozstawać się z najbliższymi. Nigdy nie wiadomo, jak długo potrwa ta rozłąka, a czy może nie na zawsze?

W tamten okrutny czas wojny, kiedy chwilami nie było już nadziei, pozostawały nam listy. Listy od najbliższych.  Jeden dostawał ich więcej, drugi mniej, ale każdy trzymał je w swoim bagażu, jak najdroższy skarb, niemal relikwię.  Wielokrotnie czytane, z czasem brudziły się, nadrywały to tu, to tam. Moje przepadły na froncie wschodnim.

Szczęśliwy los sprawił, że w moim macierzystym 54 pułku piechoty 9 kompanii znalazł się chłopak z mojego miasta! Karol Krzystolik. Znaliśmy się trochę sprzed wojny, ale nie byliśmy wtedy przyjaciółmi. Teraz po 2 latach wojny jesteśmy w stanie oddać za siebie życie.

Teraz Karol wyjechał na przepustkę, ale list  od matki – chyba  z pośpiechu – zostawił w Soldatenraumie. Więc chcąc nie chcąc „pożyczyłem” go na trochę i zanim oddam, poczytam nieraz sobie dla pokrzepienia duszy.

Poza tym „pożyczonym” listem zostało mi już tylko czytanie „patriotycznej” broszury Udo Krafta „Jak przygotować się na śmierć za ojczyznę”. Przydatna rzecz. Zwłaszcza kiedy chce się skręcić papierosa… Aha, miałem Wam pokazać list z Tychów. Niech no tylko go znajdę, bo na razie to mam pod ręką tylko kopertę..

zz

6. List do Karola od matki.

Znalazłem wreszcie ten list. Włożyłem  bez koperty do książeczki wojskowej, żeby mieć zawsze pod ręką. A potem o nim zapomniałem. Mama Karola pięknie opisuje bierzmowanie w naszym kościele: wizytę biskupa i procesję z tej okazji. Wspomina też o pożarze w jednym gospodarstwie. Wojna wciska się jednak nawet do tego listu, bo pisze Krzystolikowa: „zaś dużo poległo we Franzyji”. Kto wie, czy to nie jest ostatnia wiadomość z mojej wsi. Czy mnie też nie poślą do tej „Franzyji”? I jak inni tyszanie legnę na podziurawionej pociskami francuskiej ziemi?

Feldpost Krzystolikssssssssssss

7. Epilog.

…I tu się urywa krótka historia strzelca W. Fabiana z Tychów, żołnierza z okresu Wielkiej Wojny. Ale nie kończy się opowieść o losie Karola Krzystolika i jego rodziny. Powrócimy do nich w kolejnych naszych opowieściach.

Historia przedstawiona tutaj przeze mnie jest fikcyjna. Prawdziwe są postacie W. Fabiana i Karola Krzystolika, ale czy kiedykolwiek mieli okazje się spotkać… któż to wie?

Wojciech Walter

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *