Szczęśliwe Ocalenie

Ocaleni

 

Miałem dziadka. Dziadek miał brata, ten zwał się Benedykt Walter i pięknie opowiadał. W jego opowieściach szumiały paprocańskie paprocie, a wody jeziora rozbijały się o porośnięty tatarakiem brzeg. Obaj bracia już od dawna nie przechadzają się wokół paprocańskiego stawu, lecz opowieści jednego z nich ciągle tkwią w mej głowie, rysując obrazy przeszłości. Posłuchajcie jednej z nich.

Holendrzy, jak powszechnie wiadomo, świetnie radzą sobie z uporczywie nękającą ich od zawsze wodą. Budują wszelkiego rodzaju systemy, osuszają i wykradają ląd morzu. Tym razem ich spotkanie z wodą o mało nie zakończyło się tragicznie.

Książę pszczyński Hans Heinrich XI w 1861 roku postanawia, w miejscu walącego się starego dworku, wybudowanego jeszcze przez ostatniego z Promniców Hansa Erdmana, wznieść nowy budynek – pałacyk myśliwski. Hans Heinrich XI 01.10.1870r. Gazeta Ilustrowana LipskKsiążę zamyślił sobie, że wnętrza będą zdobione freskami. Ich namalowanie zlecił dwóm malarzom z Holandii. Wiadomo, że szkoła niderlandzka za jedną z najlepszych na świecie uchodziła, a książę funduszy na sztukę nie skąpił. Holendrzy zlecenie przyjęli i rozpoczęli pracę. Pracowali z mozołem, a Jagdschloss Promnitz, ku nieukrywanemu zadowoleniu księcia pana nabierał coraz to piękniejszego wystroju.Promnice przed przebudową w 1867r. ArchitektOliver Pavelt(3)

Aby odpocząć po ciężkiej pracy, nasi malarze lubili wypływać na jezioro i wędkować. Razu pewnego, kiedy obaj tkwili w łodzi na środku jeziora rozpętała się gwałtowna burza. Co rusz fale przelewały się przez burty, grożąc niechybnie zatopieniem małej łodzi. Nie widząc już dla siebie żadnego ratunku, przerażeni malarze zaczęli błagać niebiosa o ratunek. I ulitowała się Opatrzność nad biedakami. Jak mówi legenda, niebo się otwarło, burza ustała, a nieszczęśnikom ukazała się Matka Boska stojąca na złotej kuli. Przemoczeni dotarli na brzeg.

Dla upamiętnienia tego cudu, który przeżyli malarze, postanowili namalować obraz przedstawiający całe zdarzenie. Holendrzy planowali umieścić swój obraz obok paprocańskiej karczmy; wszak to w takich miejscach tradycyjnie koncentrowało się życie kulturalne każdej szanującej się wsi. Problem był jednak w tym, że żyd, który ją prowadził nie wyraził na to zgody.

 

I tyle mówi legenda” – przerywa swoją opowieść wujek Benedykt. „Przejdźmy do faktów” – kontynuuje.

„Obraz taki rzeczywiście powstał. Ustawiono go kilka metrów od najstarszej paprocańskiej szkoły, a obecnie budynku Tawerny, przy wjeździe na osiedle Z. Taka lokalizacja obrazu była bardzo dobrze przemyślana. Trzeba pamiętać” – dodaje wujek, „iż tędy biegła główna droga do Pszczyny”

 

11

 

 

Fotografia przedstawia Dzisiejszą Tawernę.

Na tle dachu widoczny jest opisywany obraz.

– Co przedstawiał obraz?

„W centralnej części widać tonącą łódkę, a w niej mężczyznę próbującego się ratować. W lewym i prawym górnym rogu rozstępujące się obłoki, a po środku świetlistą postać Matki Boskiej stojącej na złotej kuli.” Opisany obraz był rzadkim, ciekawym typem dzieła łączącego motyw religijny z lokalnym wydarzeniem.

– Co stało się z obrazem?

„Po stu latach, jakie spędził w niesprzyjających warunkach atmosferycznych, uległ zniszczeniu. Na jego miejsce postawiono nowy, przedstawiający M.B. Piekarską. Ten obraz miał jednak zdecydowanie krótszy żywot. Został zniszczony podczas budowy oś. Z

Może to i dobrze” – wzdycha wujek. Kiedy zdziwiony pytam, dlaczego? Dodaje: „Nie byłoby mu po drodze z tym szynkiem”

 

 

 

Pamięci wujka Benedykta Waltera

Wojciech Walter

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *