Jerry Lee z Czułowa

Jerry Lee z Czułowa

 

15 sierpnia minęło dokładnie 70 lat od śmierci sierżanta Jerry’ego Lee, jednego z jeńców wojennych, którzy podczas wojny pracowali w czułowskiej fabryce. Może nie byłoby powodu o tym pisać, gdyby nie to, że w Czułowie pozostał po nim ślad. Jest to zdjęcie, które ofiarował na pamiątkę czułowskiej dziewczynie pracującej wówczas w zakładzie, Cecylii Pech (dziś Gospodarek). 91-letnia obecnie pani Cecylia przechowuje je w swoim domowym archiwum.Jerry Lee

Szeregi pracowników czułowskiej fabryki papieru zaczęły być zasilane jeńcami wojennymi od roku 1943. Utworzony tu obóz pracy o symbolu E 701 podlegał Stalagowi VIII B w Lamsdorfie (tak po niemiecku nazywały się Łambinowice), który był największym obozem jenieckim w Europie. Stamtąd do Czułowa w ostatnich latach wojny sprowadzono 57 jeńców (byli to żołnierze królewskich sił zbrojnych Wielkiej Brytanii, ale różnych narodowości: Australijczycy, Kanadyjczycy, choć o wszystkich mówiono po prostu: Anglicy). Wszyscy, którzy się z nimi zetknęli, pamiętają ich, jako młodych ludzi o nienagannym wyglądzie i manierach. Ludzie pamiętają też, że ci zachodni jeńcy lubili śpiewać. Na cały głos. Słychać ich było w całej fabryce.

– Byli bardzo mili – wspomina Cecylia Gospodarek.

Cecylia Gospodarek

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Sierżant  Jerry Lee

 

 

Anglicy pracowali po osiem godzin dziennie, na różne zmiany. Dostawali 60 proc. pensji niemieckiego pracownika. Przed każdą zmianą pracownicy wyznaczeni przez kierownika wybierali sobie jeńców o odpowiednich kwalifikacjach. Anglicy to byli elektrycy i inni fachowcy. Pracowali też na placu drzewnym, niedaleko bocznicy kolejowej – wspomina tyszanin, Andrzej Busz. Niczego im nie brakowało. – Wiedzieli, że żyją. A to, dlatego, że dostawali paczki z Anglii, a w nich papierosy, czekoladę – opowiada Busz. Jak wynika z zachowanych w Łambinowicach dokumentów, jeńcy angielscy dostawali 5-kilogramowe paczki przesyłane przez Międzynarodowy Komitet Czerwonego Krzyża oraz Chrześcijańskie Stowarzyszenie Młodzieży Męskiej. W zależności od kraju, gdzie były pakowane, różne rzeczy się tam znajdowały. Z Anglii przychodziło głównie mleko w proszku i małe puszki z serem, ze Szkocji – płatki owsiane i pieczeń w cieście, z Nowej Zelandii duże puszki z serem.

papiernia czułów

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Czułowska fabryka

zawartość paczki

 

 

 

stos paczek

 

 

 

 

 

 

 

 

Paczki z MCK:

 

 

Mimo dobrego traktowania i dobrych warunków życia, nie wszyscy jeńcy dotrwali do końca wojny.

– Już na samym początku zmarł jeden z Anglików. Nie wiem, co mu się stało – mówi Antoni Dudek, który dobrze pamięta ten pogrzeb. – Odbył się pod eskortą niemiecką – wspomina Trumnę okrytą flagą brytyjską nieśli koledzy zmarłego. Pochowano go na cmentarzu należącym do parafii św. Marii Magdaleny. W parafialnej księdze zmarłych z lat 1935-66 jest wzmianka o pochówku angielskiego jeńca. Więcej pogrzebów w Tychach nie było. Zwłoki innych zmarłych transportowano do Łambinowic.cmentarz nowokościelna2

– Pewnego razu rano przychodzimy do pracy i dowiadujemy się, że zmarło dwóch Anglików -wspomina Cecylia Gospodarek. – Ich koledzy, ładnie ubrani, eskortowali na dworzec trumny, które miały być przewiezione do Łambinowic. Do Łambinowic wysyłano wysłano też chorych. Pewnego dnia trafił tam też Jerry. Miał mieć operację. Potem od tłumacza dowiedziałam się, że jej nie przeżył. Na tym skończyła się wiedza pani Cecylii o Jerrym Lee z dalekiej Australii. Nie wiedziała, że spoczął na polskiej ziemi. Kilka lat temu, zbierając materiały do mojej książki o ostatnich latach okupacji w Czułowie pt. „Czułowski kocioł”, znalazłem jego grób w Kwaterze Wspólnoty Brytyjskiej w Krakowie. Zrobiłem zdjęcie tablicy nagrobnej i zaniosłem pani Cecylii.grób2

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *