I piał czerwony kur na znak pożogi i ognia wielkiego…

I piał czerwony kur na znak pożogi i ognia wielkiego…

Wiejską zabudowę Tychów ogień trawił bardzo często. Jeszcze w pierwszej połowie XIX wieku pożary zdarzały się praktycznie co roku. Już kilkadziesiąt lat wcześniej, bo w roku 1773 ukazał się edykt Fryderyka Wielkiego, króla pruskiego. qTraktował on o konieczności budowania kominów i ich konserwacji przez kominiarza, z którym należało zawrzeć umowę o pracę.

Musimy sobie wyobrazić, że jeszcze około roku 1800 większość kominów w Tychach było drewnianych lub co gorsza spory odsetek chałup w ogóle kominów nie posiadał, a dym z paleniska uchodził przez otwór w dachu. Nasi, nie tak odlegli w czasie pratyszanie mieszkali w zwykłych „kurnych chatach”. Warto wyjaśnić, że nazwa „kurna chata” nie ma nic wspólnego z drobiem. Wyraz „kurny” pochodzi od kurzyć, czyli dymić. Możemy sobie wyobrazić, jak łatwo było o wzniecenie pożaru.

 

 

 

Tyskie chaty, druga połowa XIX wieku.

Jak to zwykle bywa z reformami ta również napotykała na opór miejscowego chłopstwa, ale wreszcie około roku 1850 chaty kurne zniknęły z krajobrazu Tychów. Nie oznacza to jednak, że zniknęły chaty drewniane. qqTe jeszcze około roku 1860 stanowiły prawie połowę tyskiej zabudowy.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Zerknijmy do starych kronik, gdzie „poczujemy” zapach zgliszcz:

 

Rok 1830, dnia 26.03 spaliły się w Tychach zabudowania chałupnika Wojtka Goldy, pod nr 213.

Rok 1831, dnia 28 lipca, w czasie silnej burzy piorun uderzył w stodołę siodłaka Króla w Tychach, na skutek czego spalił się jej dach.

Rok 1833, dnia 2 października spaliły się w Tychach posesje chałupnika Antoniego Kosta oraz siodłaka Wawrzyńca Kapuśnioka.

Rok 1835, dnia 24 kwietnia spaliła się w Paprocanach posesja chałupnika Cofały.

Rok 1835, w grudniu spaliła się w Tychach zagroda chałupnika Danielczyka, alias Wadasa.

Rok 1836, dnia 2 stycznia w Tychach u siodłaka Stabika spaliła się jedna izba i dach domu mieszkalnego.

chata3 (2)Cofnijmy się do początku XVIII wieku. Pomimo, iż wszystkie kominy we wsi były wtedy jeszcze drewniane, rozumiano dobrze potrzebę utrzymywania ich w czystości. Pierwszym odnotowanym przez kroniki kominiarzem, a w tamtym okresie zwano go „ Trybularzem” był w Tychach w roku 1738 Franek Kaszyca. Kolejni dwaj to Wojtek Żogała w 1790 roku i w roku 1800 Kuba Nowrotek.

Aż do połowy XIX wieku nie było w Tychach jakichkolwiek służb, czy też zorganizowanych jednostek reagujących w przypadku pożaru. W okresie od połowy XIX wieku aż do roku 1874 prawdopodobnie istniała już profesja mistrza pożarniczego, bo w roku 1875 wystąpiono z wnioskiem o przyznanie mu wynagrodzenia. Jako ciekawostkę dodajmy, że rada gminna wniosek odrzuciła, argumentując to faktem, iż jest to urząd honorowy. L. Musioł podaje, że już przed 1874 rokiem Tychy posiadały automatyczną sikawkę. Sikawkę trzymano w tzw. Remizie, pomieszczeniu przylegającym do budynku więzienia gminnego.                ( O więzieniu pisałem w artykule „Porządek we wsi musi być”).

W 1893 roku niejaki Borzucki, urzędnik dworski zorganizował przymusową straż ogniową. Nie mamy więcej informacji na ten temat. Rok później powołano liczącą 21 członków: Ochotniczą Straż Ogniową”. Podobnie jak dzisiaj, w przypadku wybuchu większego pożaru wzywa się na miejsce również służby medyczne, tak i w roku 1894 straży pożarnej towarzyszyła kolumna sanitarna. Jej członkowie zostali przeszkoleni przez tyskiego lekarza dr. Kornke. Jednak straż pożarna, to nie tylko ludzie, ale cała niezbędna infrastruktura.

Pierwsza, jeszcze drewniana (sic) remiza (pomijając garaż na sikawkę przy więzieniu) musiała już istnieć przed 1913 rokiem, bo według zapisów, w tymże roku dokonano jej poszerzenia. Nowy, murowany budynek został ukończony i oddany do użytku w 1928 roku. Koszty budowy zamknęły się w kwocie 53,729 zł.

 

770018 (2)

Remiza lata 30 – te

 

Do budynku remizy dołączona była wieża, a na jej szczycie umieszczono syrenę sygnalizacyjną.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Wyposażenie:

Nieodzownym instrumentem strażackiej sztuki jest tzw. sikawka. Jak już wspomniałem, pierwszą nabyto jeszcze przed rokiem 1874. Była to sikawka ręczna, ciągnięta przez parę koni, być może wyglądała jak jedna z poniższych fotografii.

8b481d6b24607632

Kolejną, jak na owe czasy bardzo nowoczesną, automatyczną sikawkę zakupiono w 1932 roku. Jej uroczystego poświęcenia w obecności 72 delegacji straży pożarnych z całego województwa dokonał w listopadzie 1932 ks. Osyra.

Polonia1

gfhg

Dzisiejszy widok tego samego miejsca.

Koszt sikawki wyniósł 35.000 zł.

Skład osobowy tyskiej straży pożarnej:

1894 – pierwszy przewodniczący Wagner, prezes Antoni Niestrój

Lata 30 – te –  prezes – Jan Wieczorek (naczelnik gminy)

sekretarz – Jan Ryguła

gospodarz – J. Madaj

skarbnik – J. Szczepanek

naczelnik drużyny – W. Niestrój

ławnicy – Skocza i Chrostek

Liczba członków Ochotniczej Straży Pożarnej wynosiła wtedy około 30 osób, zgodnie z wcześniejszymi przepisami – wyłącznie mężczyzn.

Jednak już w roku 1936 następuję w tej kwestii zmiana. Niejaka Zofia Janikowska zostaje komendantką Żeńskiego Oddziału Straży Pożarnej w Tychach. Oddział liczył 13 członkiń.

Zamiast zakończenia.

Pisząc ostatnio teksty na nasz profil zacząłem zwracać uwagę, na to, jak dzisiejsi właściciele zmienili wygląd dawnych, przedwojennych budynków, tworząc z nich jakieś bezkształtne, maszkarne pudełka. Zewsząd pozasłaniane reklamami, których ilość doprowadzono do szaleństwa.

DSC_2734

Wojciech Walter

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *